niedziela, 17 grudnia 2017

Złote rady czy własna intuicja.

Pojawienie się w rodzinie dziecka, zwłaszcza pierwszego, to prawdziwa rewolucja. Spraw do ogarnięcia związanych z maluchem jest sporo. Nie o wszystkich wiemy, przynajmniej od razu.
Czym się kierować w kwestii wychowania i opieki nad dzieckiem?
Czy szukać informacji na ten temat w książkach, poradnikach, słuchać porad doświadczonych mam, a może polegać na własnej intuicji?


U mnie i u mojego męża, na pierwszym miejscu zawsze intuicja, zdrowy rozsądek i chwila zastanowienia się, zanim zaczniemy działać.

Ale wiadomo, nikt też nie jest wszechwidzący i nieomylny. Są takie kwestie, szczególnie, gdy stajemy oko w oko z pierwszym potomkiem, że zasięgnięcie porady jest wręcz konieczne dla własnego spokoju oraz być może i dobra malucha.

Warto też kierować się ogólnymi normami, wytycznymi, co mniej więcej, dziecko powinno umieć i jak się zachowywać na danym etapie życia.
Wiem jednak, że wiele mam porównuje swoje dziecko do tych norm lub innych znajomych maluchów wręcz obsesyjnie.
Nie jest to dobre.
Każdy jest inny i rozwija się w swoich tempie.
Oczywiście obawa i strach o to, czy nasze dziecko rozwija się prawidłowo, czy aby czegoś niepokojącego nie przeoczyliśmy jest normalne. Trzeba jednak w tym wszystkim znaleźć złoty środek. Obserwować, sprawdzać ogóle wytyczne, ale nie przesadzać i wrzucić na luz.

Najtrudniej jest przy pierworodnym. Człowiek sam się uczy. Jak mówi mój tata na pierwszym zawsze rodzic trochę eksperymentuje. ;)
Czasem z czymś za bardzo przesadzamy, innej rzeczy znowu nie dopatrzymy...
Niestety, z momentem gdy zostajemy rodzicami, nie otrzymujemy gotowej instrukcji, jak dokładnie obchodzić z tą małą istotą. Choć my matki mamy tzw. instynkt macierzyński, który wielokrotnie pozwolił nam rozwikłać dany problem lub uniknąć kłopotów.

Wiele rzeczy związanych z dziećmi robiłam i robię na wyczucie. Choć przy drugim i teraz przy trzecim jest to o wiele łatwiejsze, niż wówczas, gdy pojawił się pierwszy syn. Wtedy zdarzało mi się trochę panikować, przesadzać, martwić się na zapas.

Fajnie, jeśli młode mamy w takich momentach mają się do kogo zwrócić o radę. Sprawy typowo medyczne, związane ze zdrowiem omawiałabym tylko z lekarzem, ale wiele innych kwestii czasem człowiek chętnie by z kimś skonsultował. Nie chodzi tu jednak o tzw. "złote rady" od osób, których akurat niekoniecznie chcielibyśmy o nie prosić.
Niestety czasem jest tak, że nie ma wokół nas akurat takiej osoby lub też z jakiś względów nie chcemy się zawracać o pomoc do ludzi z naszego otoczenia. Wówczas często kierujemy nasze zapytania i wątpliwości do sieci. Ogólnie nie ma w tym nic złego, jeśli oczywiście wybierzemy odpowiednie ku temu wirtualne miejsce i rzecz jasna, sprawy medyczne będziemy omawiać jednak z lekarzem, a nie na forum.

Obecnie jest sporo ciekawych portali, stron, poświęconych wychowaniu dzieci w każdym wieku np. 123madrzyrodzice.pl, gdzie znajdziemy wiele porad dotyczących różnego rodzaju spraw. Ja szukam tam głównie nowych kreatywnych, rozwojowych zabaw dla dzieci, ciekawych książek, pomocy do nauki lub inspiracji kulinarnych na fajne i smaczne dania.

Dostaję nieraz pytania czy moje dzieci umiały to lub tamto na danym etapie rozwoju. Głownie chodzi tu o ich pierwszy czy drugi rok życia.
Powiem szczerze, że teraz nawet nie pamiętam, kiedy dokładnie po raz pierwszy usiedli, przespali całą noc lub nauczyli się jeść samodzielnie widelcem. Nie wiem czy to normalne. Być może niektórzy pamiętają te wszystkie fakty. ;)
Z pewnością jednak jedne umiejętności opanowali szybciej, a inne później, w porównaniu do rówieśników.
Na chwilę obecną syn chodzi do 3 klasy - czyta, pisze, rachuje w pamięci często szybciej niż ja, angażuje się w życie klasy i ma swoich znajomych. Córka również świetnie sobie radzi.
Nauczyli się wszystkiego, czego powinni. A że np. niektóre czynności trochę później opanowali, to obecnie nie ma żadnego znaczenia i po prostu nawet o tym nie pamiętamy. Choć w danym momencie nie raz się martwiłam.

Najwięcej szczęścia ma teraz nasz najmłodszy synek Jaś. Doświadczenie jednak robi swoje. Patrząc na synka oraz jego zachowanie, jak na razie, nic mnie nie zdziwiło i nie zaskoczyło. Do wielu spraw podchodzę ze spokojem, wiem, że tak po prostu jest. Nie analizuję, nie porównuję, nie dręczę się drobiazgami. Cieszę się macierzyństwem, wrzucam na luz, ale oczywiście mam zawsze włączony gen czujności, by w razie wątpliwości od razu zareagować i zwrócić się o pomoc.

6 komentarzy:

  1. Ja też nie pamiętam tego kiedy Łucja pierwszy raz usiadła czy zaczęła jeść widelcem, no i faktycznie przy drugim dziecku człowiek mniej panikuje...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie, jako mama trójki smyków potwierdzam Twoje słowa ;) Każde dziecko jest inne i najciężej jest przy pierwszym - szukasz porad, sprawdzasz fora i radzisz się najbliższych (chociaż to ostatnie czasem nie jest wskazane :P)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gen czujności to chyba najważniejszy gen ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie mam jeszcze dzieci, ale pewnie gdy będę spodziewała się pierwszego dziecka to będzie trochę strach czy poradzę sobie, chociaż trochę wiem jak to jest z dziećmi, ponieważ moja siostra ma aż czworo dzieci i widzę jakie one są, każdy jest inny, każdy w swoim czasie wszystko zaczął robić.

    OdpowiedzUsuń
  5. ja na pewno też słuchałabym przede wszystkim swojej intuicji ale także radziła się koleżanek, które mają dzieci w podobnym wieku, póki co jestem bezdzietna

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam coś takiego, że dużo szperam w sieci i czytam - ale! do wszystkiego co przeczytam podchodzę z dystansem. Dużo rzeczy też robię na wyczucie, lub podpytuję kobiet w rodzinie które już wychowały swoje dzieci. Moje małe szczęście ma rok i 3 miesiące i ciągle uczę się przy niej, że dzieci to niesamowite istoty :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za każdy komentarz i Waszą obecność u mnie :)